UFC kontra PFL: co naprawdę się dzieje, gdy zawodnicy zmieniają klatkę
Prześledziliśmy 261 przejść między UFC, PFL i Bellatorem. Procenty zwycięstw mówią jasno: podatek graniczny to mit, w obie strony wychodzi rzut monetą, dowody w tekście.
W najbliższą sobotę sześciu byłych zawodników UFC wejdzie do klatki PFL w Tampie. Za każdym razem, gdy to się dzieje, w komentarzach wybucha ta sama dwustronna kłótnia. Jedni twierdzą, że odrzucony przez UFC zawodnik przejedzie się po rosterze "ligi minorowej". Drudzy odpowiadają, że mistrzowie Bellatora i PFL zostali obnażeni w momencie, gdy dotknęli oktagonu, więc ruch w drugą stronę dowodzi przepaści. Obie strony argumentują tymi samymi trzema wybranymi pod tezę nazwiskami.
Zamiast tego sięgnąłem po cały rejestr. Nasza baza danych zawiera każdą zakończoną walkę UFC i PFL oraz kompletne historie karier, co oznacza, że możemy prześledzić każdego zawodnika, który przekroczył granicę, w dowolnym kierunku, i policzyć, co faktycznie się wydarzyło. To 261 przejść dokonanych przez 254 zawodników: 136 takich, którzy odeszli z UFC i walczyli w PFL, oraz 125 takich, którzy trafili do UFC z co najmniej dwiema walkami w Bellatorze lub PFL na koncie (siedmiu pojawia się w obu kolumnach, bo kariery zataczają koła).
Główny wniosek: podatek graniczny to mit. W obie strony.
Metoda w jednym akapicie
Zawodnik liczy się jako eks-UFC, jeśli przed daną walką stoczył co najmniej dwa pojedynki w UFC. Zawodnik liczy się jako import z Bellatora lub PFL, jeśli przed debiutem w UFC stoczył tam co najmniej dwie walki, według pełnych rekordów karier, więc kariery w Bellatorze, których nasze tabele wydarzeń nie obejmują natywnie, i tak się liczą. Procenty zwycięstw obejmują wyłącznie walki rozstrzygnięte; no contest i remisy są wykluczone. Kiedy cytuję liczbę dotyczącą zestawień, jest ona ograniczona do walk mieszanych, czyli importu przeciwko nie-importowi, bo starcia absolwentów między sobą niczego nie mówią (PFL zakontraktowało 70 pojedynków wyłącznie między byłymi zawodnikami UFC i z definicji ktoś eks-UFC wygrywa każdy z nich).
Kierunek pierwszy: z oktagonu do SmartCage
136 zawodników, którzy przeszli z UFC do PFL, stoczyło tam po odejściu 479 walk. Ich łączny bilans: 243-231, czyli 51.3 procent zwycięstw. Zawęźmy to do walk z rywalami wychowanymi w PFL, gdzie argument o pedigree powinien się ujawnić, a wychodzi 179-169. To 51.4 procent.
Nie 70 procent. Nie 60. Pięćdziesiąt jeden i cztery dziesiąte. Zawodnik, który odchodzi z największej organizacji na świecie i spotyka rywala, który nigdy tam nie walczył, wygrywa rzut monetą i prawie nic ponadto.
Debiut wypada nawet gorzej niż rzut monetą: w pierwszym występie w PFL kohorta eks-UFC poszła 65-71, czyli 47.8 procent zwycięstw. Nie będę udawał, że wiem, ile w tym rdzy klatkowej, ile podsuwania nowych nabytków zawodnikom domowym przez matchmakerów, a ile tego, że ludzie zwykle zmieniają pracodawcę po porażce. Liczba jest liczbą: pierwszy spacer pod nowym szyldem jest tym najniebezpieczniejszym.
Rozrzut wewnątrz średniej to miejsce, gdzie robi się ciekawie. Olivier Aubin-Mercier odszedł z UFC z bilansem 7-5 i poszedł 10-0 w PFL. Antonio Carlos Junior odszedł z 7-5 i poszedł 9-1. Anthony Pettis, były mistrz UFC wagi lekkiej i największe nazwisko na liście, poszedł 1-4. Rory MacDonald, który w 2015 roku bił się z Robbiem Lawlerem o pas UFC wagi półśredniej, zamknął karierę bilansem 2-4 w SmartCage. Dorobek z UFC nie przewidział niczego.
Kierunek drugi: przyjazd z rekordem z Bellatora
Podróż w drugą stronę wygląda tak samo i to jest ta część, której się nie spodziewałem. 125 zawodników, którzy trafili do UFC z doświadczeniem z Bellatora lub PFL, poszło w oktagonie 370-407, czyli 47.6 procent. Przeciwko rywalom, którzy nie przeszli przez te drzwi: 345-382, czyli 47.5 procent. Ich debiuty w UFC: 56-65, czyli 46.3 procent. Ta sama historia, ten sam rzut monetą, ten sam dołek debiutancki.
Kontra plemiennych kibiców brzmi, że ta kohorta to głównie rzemieślnicy, więc wyizolujmy przypadki z afisza: zawodników, którzy przyszli z co najmniej ośmioma walkami w Bellatorze, uznane nazwiska, które UFC podpisało celowo. Jest ich 22 i poszli w UFC 59-64. To 48.0 procent, nieodróżnialne od reszty.
| Zawodnik | Walki w Bellatorze przed UFC | Rekord w UFC |
|---|---|---|
| Patricio Pitbull | 30 | 1-2 |
| Michael Chandler | 23 | 2-6 |
| Michael Page | 19 | 4-1 |
| Eddie Alvarez | 10 | 4-3 |
| Will Brooks | 10 | 1-3 |
| Ben Askren | 9 | 1-2 |
| Hector Lombard | 8 | 3-8 |
Zdjęcie: Hrhr prph / CC0Chandler z bilansem 2-6 to przypadek, którym obóz "obnażonych" będzie wymachiwał, i poniekąd słusznie, choć jedna z tych porażek przyszła w walce z Charlesem Oliveirą o pas wagi lekkiej, a większość pozostałych z prawdziwą galerią zabójców. Ale w tej samej tabeli siedzi Eddie Alvarez, który w swoim czwartym występie w oktagonie odebrał Rafaelowi Dos Anjosowi pas UFC wagi lekkiej, oraz Michael Page z bilansem 4-1. Importy z afisza nie były ani oszustami, ani zdobywcami. Były, zbiorczo, propozycją na 48 procent, dokładnie jak każdy inny, kto kiedykolwiek zmienił klatkę.
A importy, które zostały mistrzami UFC, w większości wcale nie były głośnymi transferami. Belal Muhammad (15-6 w UFC, odebrał Leonowi Edwardsowi pas wagi półśredniej w 2024 roku) i Carla Esparza (10-6) przeszli przez Bellator wcześnie, bez fanfar, zanim ktokolwiek zaczął się o nich spierać. Alexander Volkov przyszedł z dziewięcioma walkami w Bellatorze i po cichu poszedł 14-5. Rurociąg działa; po prostu nie dołączono do niego komunikatu prasowego.
Lustro Harrison i Pacheco
Jeśli jedna para karier oddaje cały ten zbiór danych, to właśnie te dwie. Larissa Pacheco walczyła dwa razy w UFC jako 20-latka w 2014 i 2015 roku, została poddana przez Jessikę Andrade i zatrzymana przez Germaine de Randamie, i odeszła z bilansem 0-2. W PFL poszła 12-2. Kayla Harrison zbudowała w PFL dorobek 15 walk, przeniosła się do UFC i poszła 3-0, odbierając Juliannie Penie pas wagi koguciej w czerwcu 2025 roku. Po drodze podzieliły się parą wzajemnych walk: Harrison przez decyzję w 2019 roku, Pacheco przez decyzję w finale 2022.
Jedna kobieta zawiodła w UFC i została najlepszą zawodniczką w historii PFL. Druga dominowała w PFL i została mistrzynią UFC. Te same dwie atletki, po jednym zwycięstwie każda. Gdyby logo na klatce mówiło cokolwiek o zawodniku w jej środku, ta para nie mogłaby istnieć.
Co moim zdaniem to oznacza
Jak zawsze ujawniam swoje skrzywienie: chcę, żeby ten sport miał więcej niż jednego prawdziwego pracodawcę, więc wynik mówiący, że talent jest rozproszony po organizacjach, to wynik, który mi się podoba. Kłóćcie się z interpretacją, nie z arytmetyką.
Ale arytmetyka jest uparta. Cztery różne przekroje 1,271 walk transgranicznych i każdy ląduje między 46 a 52 procent. Najprostsze wyjaśnienie jest tym nudnym: matchmakerzy po obu stronach układają wyrównane walki, rynki po obu stronach płacą tyle, ile zawodnik jest wart, a sportowa różnica między miejscem w rosterze UFC i miejscem w rosterze PFL jest dużo mniejsza niż różnica marketingowa. "Poziom UFC" to fraza opisująca kontrakt, nie poziom umiejętności.
Jest jedno miejsce, w którym dane pokazują realną przewagę, i działa ona przeciwko zawodnikom: debiut. W którąkolwiek stronę przekraczasz granicę, twoja pierwsza walka pod nowym szyldem wypada trzy do czterech punktów poniżej twojej bazy. Ante Delija trafił do UFC po jedenastu walkach w PFL, wygrał debiut i od tamtej pory przegrał dwie; w lutym Serghei Spivac wypunktował go, a w najbliższą sobotę Spivac walczy z Vitorem Petrino w Sacramento, podczas gdy sześciu kolejnych przekraczających granicę wyjdzie do klatki w Tampie. Trzech z nich, w tym Ketlen Vieira, zaliczy debiuty w PFL.
Moneta jest w powietrzu.