Rankingi UFC nie nadążają za rynkiem, a sobota udowodniła to dwa razy
Numer 12 pokonał numer 8 dwukrotnie na jednej gali UFC i za każdym razem niżej sklasyfikowany zawodnik był faworytem bukmacherów. Panel jest cztery miejsca za rynkiem.
Dwa razy w sobotni wieczór zawodnik z 12. miejsca w rankingu dywizji UFC pokonał zawodnika z 8. miejsca w tej samej dywizji. Dwa razy ten numer 12 wchodził do klatki jako faworyt bukmacherów. Nikt, kto śledził ruchy kursów, nie był zaskoczony żadnym z tych wyników, i to powinno martwić promocję bardziej, niż najwyraźniej martwi.
Quillan Salkilld był sklasyfikowany na 12. miejscu w wadze lekkiej i zamknął notowania z 60 procentami szans na pokonanie ósmego Mateusza Gamrota. Poddał go w pierwszej rundzie. Alexia Thainara była sklasyfikowana na 12. miejscu w kobiecej wadze słomkowej i zamknęła notowania z 73 procentami przeciwko ósmej Amandzie Lemos. Wygrała każdą rundę i utrzymała kontrolę przez 7:43 z piętnastu minut walki.
Dwie dywizje, ta sama różnica, ten sam kierunek. Rynek odczytał obie walki poprawnie, a ranking odczytał je na odwrót, o cztery miejsca, w obu przypadkach.
Zdjęcie: RapidSpin33 (talk) (Zach Able) / CC BY-SA 3.0Chcę być uczciwy wobec tego, czemu ranking ma służyć. Lista UFC powstaje w głosowaniu panelu mediów, nie jest wyliczana i nigdy nie miała być prognozą. To zapis tego, kto co osiągnął, a według tego kryterium Lemos na 8. miejscu dało się obronić samym dorobkiem. Pokonała Mackenzie Dern, która jest dziś mistrzynią.
Problem w tym, że dorobek się dewaluuje, a lista tej dewaluacji nie wycenia. Lemos przed sobotą przegrała trzy walki z rzędu, z Thainarą, z Gillian Robertson i z Tatianą Suarez, a wciąż była notowana cztery miejsca wyżej niż kobieta, która pokonała ją ostatnio. Ma 39 lat. Rynek wiedział to wszystko i się poruszył. Panel miał ją na ósemce.
Salkilld to ostrzejszy przypadek, bo ranking nie tyle się spóźniał, co w ogóle stał w miejscu. Przed sobotą wygrał sześć walk z rzędu w UFC, pięć przed czasem w pierwszej rundzie, w tym przez nokaut z Beneilem Dariushem w maju. To najlepsza aktywna seria w wadze lekkiej, a kupiła mu 12. miejsce, jedno poniżej Rafaela Fizieva i trzy poniżej Dana Hookera. Bukmacherzy uznali go za faworyta przeciwko ósemce. Panel ustawił go za czterema zawodnikami, z którymi byłby faworytem.
Ktoś powie, że to właśnie robota rankingu: nagradzać zgromadzone zwycięstwa, a nie gorące serie, żeby jeden dobry rok nie wynosił debiutanta ponad dekadę pracy. Zgadzam się z tym w zasadzie i broniłbym systemu, który spóźnia się o jedno czy dwa miejsca. Cztery miejsca to nie spóźnienie. Cztery miejsca to lista, która przestała mierzyć to, co rzekomo mierzy, w sporcie, w którym promocja używa tej listy do sprzedawania walk i do uzasadniania, kto dostaje szansę mistrzowską, a kto nie.
A kosztów tego opóźnienia nie ponosi panel.
Trzecią walką na tej gali był Darren Elkins, 42 lata, 31 występów w UFC, znokautowany w 35 sekund przez Yadiera del Valle. Elkins nie trafił niczego. Oddał dwa znaczące ciosy, przyjął nokdaun i było po wszystkim. Rynek dawał mu 13 procent, najszerszy kurs na całej gali, i rynek miał rację z dokładnością do jednej rundy.
Nikt nie potrzebuje rankingu, żeby wiedzieć, że ten pojedynek miał tylko jeden kierunek. Ranking kontroluje natomiast to, kogo komu podaje się na drodze w dół, a zwyczaj bukowania uwielbianego weterana przeciwko 30-letniemu finiszerowi z bilansem 11-1 nie jest problemem rankingu, tylko matchmakingu. Tyle że to ta sama maszyna. Dwa dni przed tą galą opublikowaliśmy badanie pokazujące, że upadek zapowiada wiek w połączeniu z liczbą przyjętych nokdaunów, a nie łączna liczba walk czy minut. Elkins pasował do tego profilu jeszcze przed wyjściem do klatki, a potwierdzenie zajęło 35 sekund.
Oto rozwiązanie i nie jest ono skomplikowane. Opublikujcie karty do głosowania panelu. UFC publikuje już samą listę, ale nie publikuje, kto na kogo głosował ani kiedy dany głosujący ostatnio zaktualizował swój wybór. Jawność głosów jest standardem w każdym innym sporcie prowadzącym ankietę mediów, nic nie kosztuje i pozwoliłaby każdemu sprawdzić, czy zawodnik siedzi na 8. miejscu dlatego, że głosujący w to wierzą, czy dlatego, że nikomu nie chciało się go ruszyć.
A jeśli nie to, to przynajmniej przestańcie udawać, że ta liczba znaczy to, co promocja mówi, że znaczy, kiedy sprzedaje ci walkę. W sobotę rynek pobił ranking dwa razy, o cztery miejsca, w dwóch dywizjach, tego samego wieczoru.
Rynek nie jest mądrzejszy od panelu. Po prostu uważa.