Najbardziej utytułowany zwycięzca wagi półśredniej w historii UFC otwiera UFC 330
Neil Magny jest rekordzistą UFC pod względem zwycięstw w wadze półśredniej z liczbą 24, o sześć więcej niż Georges St-Pierre. Na UFC 330 walczy jako drugi na karcie, w wieku 39 lat.

Zdjęcie: 3d U.S. Infantry Regiment "The Old Guard" / CC0W sobotę, gdy większość kibiców będzie jeszcze zastanawiać się, czy zamówić jedzenie przed galą pay-per-view UFC 330, druga walka wieczoru odbędzie się przy niemal pustej hali. A w niej: Neil Magny, człowiek z najbardziej znaczącym rekordem w historii flagowej dywizji UFC, stoczy swoją 38. walkę w UFC przeciwko Ramizowi Brahimajowi na wczesnych prelimach.
Zanim ktokolwiek wzruszy ramionami, wyłóżmy ten rekord na stół.
| Najwięcej zwycięstw w wadze półśredniej UFC w historii | Zwycięstwa |
|---|---|
| Neil Magny | 24 |
| Georges St-Pierre | 18 |
| Matt Brown | 17 |
| Matt Hughes | 16 |
| Vicente Luque | 16 |
To nie jest ciekawostka statystyczna wynikająca z liczby stoczonych walk. To największy zawodnik wagi półśredniej wszech czasów, człowiek, do którego porównuje się całą nowożytną historię tej dywizji, tracący sześć zwycięstw do faceta walczącego, zanim ekipa transmisyjna zdąży dopić kawę.
Ta akumulacja sięga jeszcze dalej. Magny ma za sobą 37 ukończonych walk w UFC, co daje mu ex aequo trzecie miejsce w historii organizacji obok Donalda Cerrone i Claya Guidy, za Jimem Millerem z 46 i Andreiem Arlovskim z 41. Ma 24 zwycięstwa w UFC, wszystkie w wadze półśredniej, a liczba walk o pas związanych z tym dorobkiem wynosi zero. Tylko Miller, z 28 zwycięstwami i również zerem szans mistrzowskich, wygrał w oktagonie więcej, nie walcząc ani razu o tytuł.
3 sierpnia Magny skończył 39 lat, dwanaście dni przed tym, jak wyjdzie do klatki w slocie rozgrzewkowym hali.
Rekord, z okazji którego nikt nie wyprawił imprezy
I tu jest część, która naprawdę mnie uwiera. Najtrwalszy dywizjonalny rekord GSP upadł, a ja nie potrafię wskazać żadnego momentu, w którym firma będąca właścicielem historii obu zawodników potraktowała to jako wydarzenie. Porównajcie to z latami, które ta sama firma spędziła na sprzedawaniu pogoni Cerrone za rekordem wszech czasów w liczbie zwycięstw, kiedy sama pogoń była produktem w połowie jego transmisji. Magny prowadzi porównywalny bilans w najgłębszej dywizji tego sportu, a jego nagrodą jest wyjście do klatki, zanim światła hali w ogóle warto przygasić.
Niektórzy powiedzą, że takie umiejscowienie jest po prostu słuszne. Magny jest poza rankingiem, ma 39 lat, przegrał ostatnio przez poddanie z Yaroslavem Amosovem w grudniu, a Brahimaj też jest nierankingowany; wczesne prelimy to miejsce, gdzie należy się walce bez stawki dywizjonalnej. Połowę tego przyznam. Nikt nie udaje, że ten pojedynek kształtuje obraz walki o tytuł, a karta powyżej jest autentycznie mocno obsadzona.
Ale "brak stawki" wykonuje w tym zdaniu sporo nieuczciwej roboty. Stawką jest sam bilans. Każde zwycięstwo Magny'ego wydłuża teraz rekord wagi półśredniej, który już do niego należy, i przybliża go do 28 Millera, największej liczby zwycięstw w historii UFC. Miller ma 42 lata i wciąż jest aktywny, co oznacza, że ten sport po cichu prowadzi dwuosobowy wyścig o swój najtrwalszy rekord, a organizacja nie promuje z tego kompletnie niczego. To nie jest neutralność. To dział marketingu, który umie sprzedawać tylko przemoc i pasy, siedzący na historii o długowieczności, z której każda inna liga sportowa zrobiłaby miesiąc contentu.
Sama walka
Nic z tego nie czyni soboty ceremonialną. Ostatnie sześć walk Magny'ego to bilans 3-3: zwycięstwa przez poddanie nad Jakiem Matthewsem, nokaut na Elizeu Zaleskim dos Santosie, skończenie Mike'a Malotta oraz porażki z Michaelem Moralesem, Carlosem Pratesem i Amosovem, czyli trzema najgroźniejszymi młodymi zawodnikami wagi półśredniej, jakich można mu było podsunąć. Wzorzec późnej kariery Magny'ego jest wystarczająco czytelny: wciąż ogrywa klasę średnią dywizji i przegrywa z jej przyszłością.
Brahimaj to klasa średnia, przynajmniej na papierze. Ma 33 lata, bilans 5-4 w UFC, a cztery z jego pięciu zwycięstw to poddania, co ma znaczenie w starciu z zawodnikiem, który właśnie został poddany. Bukmacherzy skłaniają się w jego stronę, z Magnym jako lekkim underdogiem. 39-latek po porażce przez duszenie przeciwko specjaliście od duszeń to autentycznie realne zagrożenie, a jeśli Brahimaj wygra, pogoń za rekordem będzie prawdopodobnie skończona.
I właśnie dlatego ten slot tak drażni. Jeśli to koniec najbardziej niedocenianego bilansu w historii UFC, wydarzy się on, gdy trybuny będą się dopiero zapełniać.
Rekordy w tym sporcie zazwyczaj oznaczają pas, który ktoś przez jakiś czas dzierżył. Rekord Magny'ego jest inny: to dowód stawiania się na wezwanie, przez trzynaście lat, przeciwko każdemu, w dywizji, która niczego nie wybacza. W sobotę będzie go bronił przed pustymi trybunami. I tak to obejrzyjcie.